Gwiazda FORUM: Jasiek Mela

Jasiek Mela – działacz społeczny i podróżnik, pierwszy niepełnosprawny zdobywca obu biegunów. Założyciel fundacji „Poza Horyzonty”, bohater filmu „Mój biegun” i… uczestnik „Tańca z gwiazdami”.

FORUM: W 2002 roku, kiedy doszło do wypadku, w wyniku którego straciłeś nogę i rękę, nie miałeś jeszcze 14 lat. Jak dziś wspominasz te wydarzenia?

JASIEK MELA: To było bardzo dawno temu, od tego czasu minęło już 17 lat. Większość swojego życia żyję bez ręki i nogi. Mówiąc szczerze, to patrząc na ogrom dobra, który mnie spotkał, nie zamieniłbym swojego losu na nic innego. Często trudne doświadczenia z początku przerażają, ale z biegiem lat potrafią być źródłem siły.

F: W wieku 16 lat zdobyłeś zarówno biegun północny, jak i południowy. Jak narodził się pomysł na taką wyprawę?

J.M.: Początek moich podróży to splot wielu wydarzeń, które można by było nazwać przypadkami, ale ja w przypadki nie wierzę. Tak się niezwykle stało, że w momencie, gdy przeżywałem życiowe załamanie po wypadku, moje drogi skrzyżowały się z drogami Marka Kamińskiego. Myślę, że to musiał być taki moment w życiu Marka, że potrzebował ucznia – kogoś, z kim mógłby się podzielić swoim doświadczeniem. I tak „napatoczyłem” się ja, a pierwsza wyprawa na biegun północny była dla mnie wielką inspiracją do wiary w siebie i udowadniania, że większość tego, co nazywamy niemożliwym, to tylko wymówki.

F: Najpierw bieguny, potem szczyty. Na Twojej liście zdobyczy są Kilimandżaro, Elbrus, El Capitan… Czym dla Ciebie są Twoje podróże?

J.M.: Nigdy nie brałem udziału w żadnej wyprawie, która byłaby organizowana dla samego zdobycia szczytu. Idąc za słowami Marka Kamińskiego, w życiu liczy się droga, a nie cel. Cel jest tylko motywacją do tego, by walczyć o siebie. Te wyprawy miały na celu przede wszystkim pokazać, że skoro z różnymi niepełnosprawnościami można robić rzeczy odjechane, to tym bardziej będąc w pełni zdrowym warto walczyć o swoje marzenia. I nie chodzi mi tu o ekstremalne wyprawy, ale o cokolwiek, na czym nam w życiu zależy, a czego się boimy.

F: Jakie kolejne cele podróży zaplanowałeś?

J.M.: Z biegiem lat zmienia się nasza perspektywa. Nadal kocham podróże, ale po wielu latach życia na walizkach marzy mi się, by stworzyć takie miejsce, które można nazwać domem. Miejscem, do którego warto wracać. Miejsce, w którym można założyć rodzinę. Rodzina to najważniejsza podróż w życiu.

F: Na podstawie Twoich przeżyć powstał film „Mój biegun”. Jak się czułeś, oglądając swoje przygody na wielkim ekranie?

J.M.: Każdy film fabularny jest tylko częściowo oparty na prawdziwej historii, a jakaś jego część to fikcja literacka lub spore uproszczenie – inaczej nie da się zawrzeć czyjejś historii życia w 1,5-godzinnej formie. Uczucie przy pierwszym pokazie było bardzo dziwne, bo film porusza wiele naszych bardzo prywatnych spraw, ale już dawno temu zdecydowaliśmy się dzielić naszą historią, licząc na to, że ktoś się w niej odnajdzie i choć trochę zmotywuje do działania.

F: Jesteś założycielem fundacji „Poza Horyzonty”. Kim są jej podopieczni? W jaki sposób im pomagasz? Jak działa fundacja?

J.M.: Założyliśmy fundację, by pomagać tym, który nie mają tyle szczęścia do ludzi, by towarzyszyć naszym podopiecznym na różnych etapach ich odkrywania własnej wartości po wypadku. Nie sposób w paru zdaniach odpowiedzieć na te wszystkie pytania, więc zapraszam na naszą stronę i na nasze social media.

F: W 2014 roku wziąłeś udział w Dancing with the Stars: Taniec z gwiazdami. Co było dla Ciebie najtrudniejsze w tym – jakże niecodziennym – wyzwaniu?

J.M.: Tak naprawdę w całym tym programie trud treningów nie jest tym, co doskwiera najbardziej. Ktoś kiedyś powiedział, że prawda jest jak poezja – problem w tym, że większość ludzi nie lubi poezji. Dlatego show-biznes nie ma wiele wspólnego z prawdą, bo skandale i zdrady się lepiej sprzedają. Dzięki temu doświadczeniu wiem na pewno, że show-biznes to nie miejsce dla mnie.

F: Na naszych gliwickich dzieciakach zrobiłeś niemałe wrażenie. Zresztą nie tylko na nich – dorośli byli niemniej zachwyceni. Skąd czerpiesz siły, energię i pozytywne nastawienie?

J.M.: Spotkania z ludźmi to zawsze obustronna relacja. Coś się daje i coś dostaje. Ja czerpię energię od ludzi, których spotykam. Mam kontakt z wieloma osobami, które pokazują mi, że warto żyć w zgodzie ze samym sobą i z prawdziwymi wartościami – ludźmi, który robią wiele dla innych. Takie spotkania podładowują moje akumulatory i dają mi siłę do działania.